Może godzina czwarta to czas dziwny na pisanie bloga, szczególnie wśród tygodnia, szczególnie gdy wymaga to siedzenia przy biurku w zupełnie innym pokoju niż ten, w którym sypiasz.
Nie mogłam jakoś spać (znaczy mogłam, między godziną ok. 21 a ok. wpół do pierwszej), słuchałam sobie radia próbując zasnąć. To że teraz jestem tutaj zawdzięczam ludziom z radia zet - puszczali powtórki starych programów i o trzeciej w nocy puścili taką o śmierci Kennedy'ego. Z wieloma drastycznymi szczegółami. Leżysz sobie w ciemności a te wszytskie makabryczne obrazy żywo przebiegają ci w głowie. Pozdrawiam, stwierdziłam że nie ma szans bym jeszcze zasnęła. Pstryknęłam światło i przybyłam tutaj, przed komputer.
To takie okoliczności przybycia, ale o czym by tu opowiedzieć jak przybyłam? Przed okropną audycją miałam wiele pomysłów na rzeczy do opisania, lecz teraz mój mózg jakoś uporczywie krąży wokół programu. Dla kontrastu mój brzuch jest zwyczajnie głodny, ale nie będę łazić po nocy na dół, nie ma bata.
No i tak dumam i dumam co rzec bym mogła, przyznam się że zaraz po obudzeniu mój wcześniejszy skrajny dół zniknął na rzecz spokoju jakiegoś takiego pogodzenia z losem. Pogodzenia z tym losem czarownicy zamkniętej we własnej swojej głowie, a może wiary że nie jest wcale aż tak źle, że wszystko jest inaczej.
Cóż, może powiem wam o pewnym wniosku mym. Zauważyłam, że moje wpisy to wpisy niezwykle twarde, bez krztyny marzycielskiej nuty. Marzycielki używają wielu wielokropków, przenośni i kwiecistych porównań, zostawiają wiele w sferze domysłu, nie kończą, dzielą wypowiedzi na wiele linijek, ich wpisy są niedosłowną poezją, melodię muzyczną mają. A ja? Cóż, proste zdania, w których gubię się i tak, twarde i często bezpośrednie jak komunikat na stacji. Notka niemalże z punktu A do punktu B, drogą może niepewną, lecz prawdziwą, bez poetyckości żadnej, jak notki kogoś kto twardo stąpa po ziemi. Ciekawe jak na kogoś kto od lat odrzuca świat i zamyka się w swojej głowie, a teraz postanawia robić to dalej, zupełnie tego świadom.
Jakbym przeczyła sama sobie, swojej ulotnej, niezrozumiałej naturze, swojemu humanistycznemu wyborowi, a nawet całemu braku logiki w moim zachowaniu.
No, to wydumałam. Wydumałam niestety krótko i wstęp sam do tego jest dłuższy, ale trudno.
Zbliżamy się do spektaklu poranka. Będzie cudowny zapewne, kiedy nie będę taka zaspana będę mogła docenić całą dziwność tego teatru. Albo siedzieć i pić w spokoju kawę, bo bez słodkiej kawy to za tą bezsenną noc przyjdzie mi w szkole słono zapłacić.
(o czwartej zaczynałam, lecz potem zajęłam się czymś innym :P)
Ilidanka
Ludzie są zabawni.
Traktują innych źle i ciągle narzekają że są źle traktowani.
Wymagają szacunku do swoich przekonań i nie mają chęci szanować przekonań innych.
Za w przeszłości wyrządzone krzywdy najbardziej lubią odpłacać wyrządzaniem tych samych krzywd w przyszłości.
Nie chcą mądrości i narzekają że wszyscy są głupi.
O tym jak ludzie w około są schematyczni i nudni najgłośniej krzyczą ci, których jest wiele podobnych - ci którzy są inni nie są słuchani.
Swym zachowaniem wytyczają normy - i narzekają na to że takie normy wytycza społeczeństwo.
Oj, zabawni ci ludzie.
Aż czasem by się chciało powiedzieć że nie jest się człowiekiem.
Od pewnego czasu żyłam bez internetu, i, z wyboru własnego, odcięta od mangi i anime. Dziś coś się przełamało we mnie i z ciekawości użyłam mamy komputera by zajrzeć w internet ten, posłuchać ludzi, kwejka obejrzeć, fandemonium zobaczyć po długiej przerwie.
Ale oto wystarczyło kilka stron tych witryn i - basta! Nie mogłam tego znieść. Dużo przekleństw. dużo głupoty, dużo odgrzanych tematów i żartów, a mało sensownej treści. Nie bawi mnie to.
Odkryłam też że po przerwie w anime wcale mi tego nie brakuje. Stare tytuły - i owszem, mam je w pamięci, w miłości, w głowie, lecz już nie umiem jaki kiedyś rozumieć tego, patrzeć na to szczęśliwa, zaciekawiona, z dawnym zamiłowaniem ujęta. "Co to jest?" pytam raczej. Ot, dobrych historii trochę, lecz te kolorowe, narysowane moe dzieweczki i wszystko takie jakoś mnie nie wciąga.
Nie czuje że mi czegoś brak.
Mam własne marzenia i wiem, że do nich powrócę. Właściwie to tylko nimi ostatnio żyję.
Właściwie to niezbyt dobra ta metoda, dziwaczeję może bardziej, uciekam jeszcze bardziej od realnych problemów, lecz cóż - nie umiem i nie umiałam wcześniej żyć w społeczeństwie. Czy nie lepiej zostać samemu ze swoimi marzeniami, skoro one nie chcą się spełniać?
Swoje głębokie smutki topię w tonach czekolady. Już nie dbam o to że jestem grubym pasztetem, o to że przytyłam. Inaczej, dbam, ale bez słodyczy długo bym nie pociągnęła.
Od stanów radości bujam się w skrajne uczucie beznadziejności i wszystko jest bez sensu.
Na zewnątrz jestem dziwnie wesoła albo neutralna, zawsze jestem neutralna, bo ludzie którzy mnie otaczają nic nie rozumieją. Nie mogę sobie pozwolić na smutek, wyśmieją mnie za niego, skrzyczą, zmyślają od urojonych problemów by ukryć lenistwo.
A ja po prostu mam cholernie na pieńku z tymi zabawnymi ludźmi.
Ilidanka