Jeszcze wszytsko się odmieni

Z dnia 30 grudnia 2011 (piątek); dodane o 00:18

Okej, czuję się już lepiej.
Trzeba przyznać że podnoszenie się po rozczarowaniach opanowałam do perfekcji, ale co się dziwić? Spytaj tego bloga, nawet on może ci powiedzieć jak często się załamuję.

Teraz mam zamiar oglądać anime całą noc, mnóstwo kawy, mnóstwo coli i anime mnóstwo póki mi mózg pracuje.
W przyszłość patrzę z optymizmem. Nie ważne już te beznadziejne święta, nie ważne że nie byłam na pasterce, nie ważne że dostałam same beznadziejne prezenty. Forget about it, przeczytaj te romansidła, trudno, cholera, jebać wszystko.
Upić się samym sobą i zapomnieć o  wszystkim co boli.

Zapomnieć. To mój plan na rok 2012.
Zacząć wszystko od nowa, we własnej głowie, wyjść na świat. To nie może być takie trudne. Grać? Jeżeli trzeba będzie zostanę i aktorką przed samą sobą. Nieważne. Jakoś osiągniemy sukces. Jakiś na pewno.

Na razie patrzę z optymizmem w przyszłość. Jaka ma być to będzie.
Nowy rok ma szansę zacząć się dla mnie wspaniale jak nigdy. Wierzę w szczęście, dużo szczęścia.

Staram się nie myśleć. Nie myśleć o tym co boli!
Upić się anime, upić się planami, znaleźć sobie milion ciekawych zajęć, znaleźć sobie towarzystwo milion razy lepsze i nie myśleć do stu bawołów!
Uda się, jeszcze się uda, zobaczycie.
Będę szczęśliwa. Tak cholernie szczęśliwa, jak nigdy wcześniej.

Zrobiłam listę postanowień noworocznych. Trochę długa... ale w sumie co szkodzi. Dodam ją tutaj:



  • Zacząć regularnie uprawiać jakiś sport

  • Nauczyć się gotować i cukierniczyć

  • Nauczyć się szyć

  • Nauczyć się grać w szachy

  • Trenować silną wolę

  • Zmienić dietę na zdrowszą

  • Poznać wiele ciekawych gier i nauczyć się porządnie micrować

  • Nauczyć się malować siebie, paznokcie, obrazy...

  • Chłopca znaleźć sobie

  • Pracę znaleźć sobie

  • Więcej czytać. Dobry score to one week - one book

  • Nadrobić anime

  • Pisać opowiadania. Pełne

  • Nie opierdalać się. Never!

  • Utrzymywać w pokoju porządek

  • Zawsze pachnieć pięknie, być czysta i czyściutka

  • Nie myśleć o smutnych rzeczach

  • Być bardziej otwarta na świat i nowych ludzi, stosować się do tego co Miód radziła mi dziś

  • Zostać bogiem historii, woku, polskiego i geografii (i od wrześnie wosu)

  • Podjąć jakąś edukację muzyczną (np. gry na gitarze) lub taneczną.


Taaa... ja też widzę jak to wygląda. Od razu nasuwa się Bonus:


  • BONUS - Nauczyć się jak nie potrzebować snu.



Te postanowienia to takie wytyczne jakby tylko... Oooo.. Właśnie przyszło mi do głowy nowe świetne na koniec:


  • BONUS 2 - Spełnić co najmniej 2 postanowienia.


Ok, postanowienia są, plany są, optymizm jest. Dzisie... wczorajszy dzień był przejebany, ale należy on już całkiem do przeszłości. Nie przejmuj się niczym, co nie było w tym dniu dobre.
A w końcu było kilka rzeczy dobrych, wartych zapamiętania...
Swoją drogą kto by przypuszczał że Miód ma taką historię. I jest taka... taka... no taka. Podoba mi się to. Miód okazuje się być co raz ciekawszą osobą. Oni oboje są świetni, tak drogą swoją.

Tak. Pora być wesołym.
W ch z tymi którzy nie są tacy jak byli.
W ch z tymi, co to nigdy nie będą mogli docenić.

Nie chcę już więcej płakać, nawet tylko w duchu. Tak, jestem kobietą, słabą istotą co roni łzy na każdą błahostkę, ale nie chcę. Chcę być silna. Chcę być szczęśliwa.
Mogę płakać. Sęk w tym, żeby nie nad samym sobą.
Ilidanka

To nie tak

Z dnia 29 grudnia 2011 (czwartek); dodane o 17:26

Nie chcę opisywać tego co było, ani tego co jest, co będzie. Nie chcę opisywać tego co czuję, co myślę. Nie chcę odpowiadać nikomu.
Chcę po prostu pisać.
Po prostu pisać jak zawsze gdy czuję się źle.

Nie ważne o czym. O czymkolwiek. Pisanie mnie uspokaja, pisanie to moje słowa, to ja, kocham to, kocham słowa, słowa, słowa, słowa.
Moja lista muzyczna od smutku w tle.
Mój blog, blog od wszystkiego, otwarty na nowe zapiski.

Zapiski bez sensu.

Niezrozumiałe.

Ale znaczące że w mojej głowie jest mętlik. Bałagan.
Moje uczucia są pomieszane.
Moje uczucia są takie jak być nie powinny. Nie powinnam tego czuć, ten etap już dawno przerabialiśmy. A jednak... mi zależy. I to zależy w bardzo nieodpowiedni sposób.
Zrobiłam z siebie idiotkę przy okazji. Aspołeczną idiotkę.
Ale cóż mogłam zrobić jeżeli nie przepadam za dużą ilością osób w dodatku nie czuję się najlepiej w towarzystwie akurat części z tych tamtych...?
To nie tak że oni są źli... po prostu ja... ja...
...Lubię wierzyć w kłamstwa....

Najgłupsze jest to że ja, na tym nawet jednym blogu, już od dawna powtarzam sobie jedyne słuszne rozwiązanie tej głupiej sytuacji. Głupiej przeze mnie, przez moje urojenia, przez zbytnie przywiązanie do przeszłości, i inne przywiązanie, w które próbuję nie wierzyć.

...Opuścić....


...Odejść....


...Nie mówić mu nic dlaczego....


A jednak... nie umiem. To znów takie nijakie opuszczenie, kątem oka, kątem myśli. Jedno słowo, nic nie było, nic się nie stało.
Jest fajnie.
Jest fajnie póki nie wrócą te uczucia, póki nie wróci rzeczywistość.
Idealny duet, naprawdę. Zgrany cholernie, okrutny.

Dziś wpadła mi do głowy jednak myśl szalona. Taka jaka nigdy wcześniej.
Pójść, kiedyś, jeszcze nie dziś, kiedyś, i powiedzieć mu.
O tych uczuciach, beznadziejnych, głupich. O tym jak bardzo ich nie chciałam, jak część mnie rozumiała wszystko, a jednak w mojej głowie wciąż było szaleństwo. Szaleństwo, za każdym razem.
Kochałam cię, kocham cię...
Łzy. To dlatego powinniśmy się rozstać. Odejść. Przyszło, to przyszło, choć tak bardzo się tego wypierałam, broniłam przed tym. Przepraszam.
Kłamstwa. Te które ja opowiadałam i te w które wierzyłam, wszystko kłamstwa.
Ja zawsze żyję kłamstwami, nie pamiętasz? Karmię się nim, poję się nimi.
Kochałam cię, kocham cię...
A potem odejść. To będzie koniec, na pewno. Po czymś takim już nie będzie przebaczenia.
Tylko... dlaczego to tak boli?
Dlaczego słuszne decyzje tak lubią boleć?

Tak jak dziś...
To była słuszna decyzja. Użyłam kłamstwa, ale generalnie to była słuszna decyzja. Tak chciałam, tak lepiej. A jednak boli... głos rozsądku szepcze, że inaczej to byłoby gorzej, nie czułabyś się dobrze, nie z tymi ludźmi, a potem przeżyła to co teraz tyle że później.
A jednak... boli.
Dlaczego to musi tak boleć?!


Kiedy bardzo kogoś lubisz to to jest wspaniałe. Powinno być wspaniałe.
A jednak czasem bardzo kogoś lubisz o to boli.
Nie możesz podjąć dobrej decyzji. Nie wiesz co robić.
"Lepiej gdybym ciebie nie lubiła" myślisz.

To dlatego że czasem nie jesteś pewna czy aby na pewno tylko lubisz...

Ilidanka

Nie wierzę w grubaska co nosi śmieszną czapkę.

Z dnia 23 grudnia 2011 (piątek); dodane o 20:26

Puk, Puk? Knock, Knock?
Nie było mnie tu chwilkę. Nie długą znowu, ale chwilkę.
Jutro Wigilia.
Trochę jej nie czuje, ale nic z tym.
Właściwie zrozumiałam że wcale nie muszę czuć tej wielkiej magii świąt i w ogóle. Nie daję się porwać temu całemu świątecznemu wariactwu i myślę, że tak jest OK.
Przyjdzie Wigilia, będzie miło, udekorujemy dom, przyjedzie brat, zjemy kolację, odpakujemy prezenty. W tym roku nie jestem pewna co dostanę i to mnie cieszy. Odpakuję śliczne niespodzianki. Uśmiechnę się.
To będzie zwykły, tylko milszy wieczór.
Potem pójdziemy na pasterkę do Dominikanów. Będzie długa msza, trochę postoimy. Przypomnimy sobie co w teorii świętujemy.
Po mszy Bartek spodka się z Hanią, ona śpiewa w chórze, pewnie da jej jakiś prezent, drobiazg.

I tak to właśnie upłynie.

Ech... tak w ogóle to zapomniałam wspomnieć że po wizycie u fryzjera wcale nie wyglądam jak idiotka. Wyglądam znacznie normalniej niż się można było tego spodziewać.
Silnego bodźca nie było.

A ja na święta życzę sobie by się zmienić na lepsze/szczęśliwsze.
Arigato za wysłuchanie.
Oby wam symboliczna rocznica urodzin Jezusa mijała szczęśliwie. Pomyślcie nad sensem jej obchodzenia tak hucznie, z tą pompą całą.
Czy wy nawet wierzycie, że chłopiec, który urodził się innego dnia ale zwykliśmy świętować teraz, naprawdę był Bogiem? Czy wy w ogóle w coś wierzycie?
Tak, pomyślcie. '
Wesołych świąt.

Ilidanka

Myśli w kolorze niebieskim

Z dnia 13 grudnia 2011 (wtorek); dodane o 17:50

Właściwie lubię swoje życie.
Nie ma w nim nic nadzwyczajnego i czasem czuję się bardzo źle, ale to nic.
Czasem o tym myślę, i może wyglądać na to, że ja nie dbam o moje życie, ale to nie prawda.
Lubię swoje życie i nie chcę umierać, ja po prostu nie trzymam się go kurczowo.
Pragnę by trwało jak najdłużej, jednak jak go nie będzie to... po prostu go nie będzie.
Jestem, byłam.

Odkąd przestałam wierzyć wiele rzeczy się zmieniło.

Między innym to, że bezustannie myślę nad sensem, przeznaczeniem i celem życia. Dlaczego, dlaczego, dlaczego? Ale choćbym myślała tysiąc lat sama nic nie wymyślę.
Wiem to, cholernie wiem to, ale wciąż pytam samą siebie. Wciąż rozmyślam. Rozważam, potwierdzam, odrzucam,  i ciągle nie wiem nic.
Nic, nic, nic.

A jednak lubię swoje życie.
Lubię jego błękitny kolor. Lepka błękitność, przewidywalna nieprzewidywalność, spokój, spokój, spokój - takie właśnie jest moje życie. Jest zwykłe, ale jakże wspaniałe.
Czasem myślę inaczej, ale zawsze wraca, i wiem że będzie wracać, ten błękit, ten spokój.
Przetrwać burzę, nie ma niczego ponad błękitem.
Aoi.

Lubie moje życie.
Póki żyję mogę doświadczać różnych rzeczy.
Chciałabym spróbować tak wielu różnych rzeczy. Wiem, że większości mi się nie uda, lecz póki żyję mogę wierzyć że będę mogła ich posmakować choć przez chwilę.
A jak umrę, to cóż. Będzie mi wszystko jedno.

Tak, kochani, ateizm jest bardzo wygodny.

I tylko znów rodzą się te pytania. Dlaczego? Czy aby na pewno? Jak? Jaka jest prawda? Czy istnieje jakiś Bóg? Ludzie dopiero ok 300 lat temu po raz pierwszy oficjalnie przestali wierzyć w Niego, wcześniej zawsze w coś tam wierzyli, czy to nie dowód? Ale z kolei...
Prawda, jaka jest prawda?
Prawda jest ciągle taka daleka.


Nie czekam na święta.
Nie tak jaki kiedyś. Nie umiem już na nie czekać tak jak kiedyś. Nie wierzę już w to wszystko, nie potrzebuję już tego wszystkiego. To bolesne, nie wyobrażałam sobie nigdy że mogłabym nie cieszyć się jak dziecko świętami, całą tą kolorową, uroczą otoczką.
Teraz jest po prostu jedynie chwila obecna, taka niespodziewana.
Teraz błogosławię spokój i każdą formę jego.
Tak po prostu, bez okazji.


Ilidanka

Kill'em All

Z dnia 1 grudnia 2011 (czwartek); dodane o 03:51

To niepodobne do mnie, ale, cholera, chyba trochę nienawidzę ludzi.
I hate this world
W sumie czemu się dziwić, skoro mój świat wewnętrzny ostatnio łamie się średnio raz w miesiącu? To nic, wstanę, otrzepię się, pójdę dalej, tyle że za dwa kroki znowu *jebut!*.  I tak ciągle.
Co ma nienawiść do ludzi do mojego wnętrza? Spójrz, na pochyłe, szare literki.
Ludzie = świat, tylko mi powtarzanie tego "świata" jakoś durnie nie pasowało.
Teraz brzmi logiczniej?

Cholera, to do mnie nie pasuje, ale chyba trochę nienawidzę ludzi.
Jednocześnie nie życzę nikomu źle, nie wywyższam się, nie umiałabym ich ranić albo zbytnio dyskryminować. Z drugiej strony te cholerne, głupie kreatury wkurzają mnie do kwadratu. Z jednej strony nie chcę ich krzywdzić, z drugiej - powybijałabym ich wszystkich, bezmyślnych, paskudnych.
Zdecydowanie jesteśmy w fazie upadku rozumu. Kolejny, pierdolony, Barok, tylko że bez zabawnego efektu wizualno-dźwiękowego... chociaż, nie, mamy dużo zabawnych efektów. No ale, patrząc na to inaczej, mamy dziwną niejednolitą epokę... Ach, Stop. Na ten temat można by napisać całą książkę. I cholera, kiedyś to zrobię. (U didn't see anything)

Cholera, to do mnie nie pasuje.
Pytanie tylko - kim ja jestem? Kiedyś, w swej naiwności wierzyłam że człowiekiem, obywatelem świata, Europy chociaż.
Mówiłam sobie, zamieszkam w Londynie, zacznę myśleć po angielsku, znajdę zajebistą pracę, a po nocach będę jednym z duchów tamtego miasta.
Ach, niestety. Jestem z Polski. Jak nie będę geniuszem to mogę tylko jechać tam na przysłowiowy już zmywak do Anglii. Don't like it.
A ja bym chciała, żeby to gdzie się urodziłam i wychowałam nie miało znaczenia, by chodziło tylko o dopasowanie do miejsca, o chęć do pracy i nauki, i niezależnie od tego czy jestem z Polski, czy z Wielkiej Brytanii, czy z Japonii, mogła żyć sobie w dowolnym miejscu...

Awwww... Do do mnie nie pasuje, ale cholera, ludzie po prostu działają mi na nerwy, te pierdolone bezmózgi.

Ale zaraz, zaraz. Czy dziś to nie pierwszy grudnia przypadkiem?
Oh, how cute. Święta, święta, grudzień, grudzień, grudzień.

Och, za tydzień i kilka godzin będę już wyglądać jak pierdolona idiotka.
Tak jak tego chciałam.
Ilidanka

Przyjaciele


...są daleko.

Ilidanna

Uwierzyła

W zapiski

Świata



Garść Wspomnień


2010
styczeń (1)
marzec (5)
kwiecień (16)
maj (11)
czerwiec (9)
lipiec (8)
sierpien (9)
wrzesień (4)
październik (6)
listopad (4)
grudzień (4)

2011
styczeń (8)
luty (1)
marzec (2)
kwiecień (5)
maj (12)
czerwiec (12)
lipiec (15)
sierpien (6)
wrzesień (7)
październik (8)
listopad (5)
grudzień (5)

2012
styczeń (3)
luty (2)
marzec (1)
kwiecień (5)
maj (5)


Szablon


Wykonała Shiro.
Więcej takich cudeniek tylko w Pracowni.