Czekam na ciebie, właśnie na ciebie i na ciebie

Z dnia 17 grudnia 2010 (piątek); dodane o 10:20

Spokój w sercu ważniejszy niż góry klejnotów, niż wielki dom, niż cała wiedza świata.
Gdy zagościł teraz w moim sercu, zrozumiałam, że nie zamieniłabym go na nic innego. To on jest mi potrzebny.
Mogą mi odebrać wszystko, ale jeśli mimo tego będę miała spokój w sercu nic nie będzie ważne. Mogę zdobyć wszystko, ale bez spokoju w sercu nie będę szczęśliwa.

Cieszę się, że mieszkam w Polsce, gdzie Boże Narodzenie jest w zimie.
Lato jest ciepłe, przyjemne, egoistyczne.
Zima jest piękna, ale chłodna i bardzo pragniemy wtedy radości wszystkich ludzi. Możemy się dzielić spokojem, radością, jednoczyć.
Potrzebujemy tylko bodźca, na przykład w postaci Świąt.
Wszystko obwieszamy lampkami, w radiu leci wesoły repertuar, obdarowujemy się wzajemnie prezentami, organizowane są liczne akcje charytatywne - a ludzie chętniej je wspierają.
To wszystko pod hasłem "Boże Narodzenie", teraz często zastępowane "Gwiazdką", "Wigilią" lub po prostu "Świętami" - tak jest poprawniej. I już każdy może świętować, ateista, buddysta, żyd.
A przecież prawda jest taka, że świat naprawdę na tych kilka chwil zmienia się jak gdyby naprawdę Bóg pojawił się na Ziemi w postaci dziecka.
Wierzcie sobie lub nie. Mam to w nosie.
Święta Bożego Narodzenia to dla mnie święta Bożego Narodzenia, niczego innego. Myśl sobie co chcesz, nawet uważając mnie za "nie wierzącą" musisz przyjąć, że Boże Narodzenie nigdy nie będzie niczym innym. W cokolwiek by się to święto nie zamieniło na tym świecie, jakkolwiek by go nie skomercjalizowano, przerobiono dla ogółu dla mnie zawsze będzie to czas, kiedy w naszych sercach rodzi się maleńki Bóg, nawet jeśli nie każdy jest tego świadomy.

Czy to właśnie te teraz najbliższe święta dają mi ten spokój? Może to muzyka, której słucham. Muszę przyznać, że ona mi się z nimi kojarzy, choć jest to zupełnie absurdalne. Słucham listy "Japa" i nie chodzi tu o stertę piosenek z przekleństwami. "Japa" powstało od słowa "Japan" i jest to zbiór moich ulubionych utworów pochodzących właśnie z Kraju Kwitnącej Wiśni. Jak wiadomo dla moich przyjaciół brata to pewnie jakiś japoński syf i maskara, a "japa" nie kojarzy się zbyt dobrze. Taka moja mała przewrotna natura.
Zresztą jak ktoś powie mi, że to syf to ja mu na to mogę krzyknąć "japa!" by zamknął te swe głupie usteczka. Swoją mordę. Japę.
A muzyka na "Japie" jest piękna. Jest poruszająca. Przywołuje wiele dobrych wspomnień.

Ach, właśnie, skoro mówimy o muzyce to muszę wspomnieć, że w niedzielę byłam na koncercie Edyty Geppert. Ta pani naprawdę potrafi śpiewać. Potrafi do mnie trafić, poruszyć serce, rozbawić, urzeknąć interpretacją zawsze genialnych tekstów. Podobało mi się. Cieszę się, że poszłam tam z moim tatą. I cieszę się że śpiewała tyle utworów które naprawdę lubię. Że zaśpiewała obydwa moje ulubione.
Uparcie i skrycie, ach życie, kocham cię, kocham cię nad życie!
Dziękuję za ten spokój...

Ilidanka

Wolność? Po co wam wolność, macie przecież telewizory...!

Z dnia 9 grudnia 2010 (czwartek); dodane o 21:24

Świat ma niebezpieczną tendencję zwalać się nieoczekiwanie naraz w wielu miejscach.
Jak mam uchwycić choć jedną ważną chwilę, skoro wszystko leci na łeb, na szyję? Czuję się zaszczuta, zamknięta w szachu. Wolność to tylko pozory, mam wybór pomiędzy wielką głupotą dyktowaną lenistwem, małą głupotą zrodzoną z lenistwa i odrobiny myślenia a czymś czego bardzo nie chcę ale rozum powinien rozkazać. Niby mogę robić co zechcę, ale prawda jest taka, że łatwo wyliczyć wszystkie moje możliwości.
Mam wrażenie że jestem strasznie ciężka, rozlazła i przyziemna. Wyobrażam sobie jak wybiegam z nadzieją w mrok nocy by ziścić choć jedno z ciekawych wymyśleń, ale nie zrobię tego, dobrze wiem. Będę tkwić przed komputerem, oglądać anime, leżeć i wymyślać, czytać książkę, może przy odrobinie woli odrobię trochę pracy domowej. Wezmę prysznic i na tym kończą się opcje na dzisiejszy wieczór. Może chwilę potańczę, zrobię kilka przysiadów, pokręcę hula-hop albo przerobię rządek na drutach to wtedy będzie bardzo rozmaicie. Nie łudźmy się - nie mam wyboru co chcę robić. Mam tylko wybór pomiędzy lenistwem a (bardzo ciężkim) ruszeniem dupy w troki i zrobieniem czegoś co jest moim obowiązkiem.
Pragnę by mnie ktoś uwolnił. Mam ochotę pobiec na szkolne boisko i wleźć na kosz, pójść na szaloną imprezę (której całe szaleństwo nie polega na litrach alkoholu), zaszyć się gdzieś z przyjaciółką i gadać do białego rana. Siedzieć na jakimś murku z kimś fajnym i śmiejąc się światu w twarz popijać owocowego szampana dla dzieci. Chcę cieszyć się życiem i dzielić się nim z ludźmi, których lubię.
Tymczasem tkwię tu przed tym kompem i nawet moje marzenia, moje historie przeżyte we własnej głowie, nie dają mi upragnionej wolności. To wspomnienia z cieniami ludzi, których jeszcze nie znam, tymczasem teraz chcę odrobiny zakręcenia z kimś wypróbowanym. Z kimś, komu mogę zaufać, kogo mogę poklepać po ramieniu lub przytulić, kto pośle mi krzepiący uśmiech pośród tego huraganu zdarzeń, chwil zwalających się na głowę.

I teraz, po tych zdaniach zasiedziałam się na demotach i kilku innych stronach. Idę wziąć prysznic i potem oglądać samotnie animce i tak dalej, i tak dalej, jak już mówiłam.
Ilidanka

Szumilas i Padadeszcz o pisaniu

Z dnia 5 grudnia 2010 (niedziela); dodane o 17:31

Gdybym miała silną wolę...
Gdybym miała silną wolę...
Gdybym miała silną wolę...

Co tu dużo mówić. Byłabym idealna.
Naprawdę! Miałabym wolę do ćwiczeń, nauki i odchudzania.
A to uczyniłoby mnie kimś... kimś.... kimś kim tak pragnę być: szczupłą, waleczną panną wprost do jakiegoś fight-anime. Na przykład Bleacha ().
Problem leży w tym, że z moją silną wolą jest nie najlepiej, prawdopodobnie jest na wiecznych wakacjach w Tunezji, Japonii, na Majorce albo i jeszcze dalej. Leży sobie na leżaku, popija drinki, uczy się pływać, konwersuje z ludźmi, uczy się nowych rzeczy i pisze książkę.
O mnie nie myśli, bo przecież wysłałaby mi chociaż pocztówkę.

Ta notka jest bezsensu, bowiem i moje myśli są bez sensu po tych dwóch kawałach tortu czekoladowego, dwóch czekoladkach z orzechami, cukierku kokosowym i mandarynkach. Ja piszę to co myślę. Nie powstrzymuję się przed żadnym zdaniem. To co akurat w chwili pisania notki pomyślę, to właśnie zapiszę.
Gdyby istnieli ludzie, który naprawdę chcieli mnie poznać, mieliby pięknie wyłożone - kim jest, jakie ma poglądy i pragnienia.
Ach, jakież by to było cudowne, gdyby ktoś chciał mnie poznać!

Oczywiście, marzenia. Sama bym nie chciała się poznać, sama za bardzo siebie nie lubię, więc jak mogłabym wierzyć w to, że nagle zza rogu wyjdzie ktoś, spojrzy na mnie i powie "słuchaj, wydajesz się być fajna, chcę cię poznać"?
Zresztą ja mało z domu wychodzę, nie mam gdzie i z kim iść, więc nawet za bardzo nie ma tych rogów, zza których ktoś wyjść by mógł.
Marnie ze mną, oj marnie.
Powtarzam to jednak na tym blogu tak często, że chyba już mi samej się to znudziło.
Co jednak mogę powiedzieć? Jestem beznadziejna, mam to w myśli zawsze i wszędzie, jestem głupia i wewnętrznie nieszczęśliwa, i ciężko mi myśleć o czymś innym. Prócz tego w głowie mam całą masę historyjek, ale ich nie opowiem. Nie opowiem ich bowiem, nie umiem obrazów, uczuć, dotyku i ludzi zamienić w słowa.
Kiedy napiszę "dotknął jego bladej skóry" może i będzie to zgodne z prawdą, ale jednak wciąż będzie dalekie od tego co mam w głowie. Od dotyku, pocałunku, spojrzenia, prawie że fizycznego odczucia, które mi się roi.
W ogóle zawsze wszystko jest takie dalekie.
Na Biernackiej mam zresztą kilka zapisków historyjkowych i to ukazuje wszystko.
Mam całkiem - całkiem wyobraźnię, niemal przeżywam opisywane zdarzenia, lecz nijak ich w słowa ująć nie mogę.
Zresztą, nie inaczej jest z tym pamiętnikiem.

I w sumie, to sobie chyba zaraz zrobię małe przemeblowanie, bo już mi się znudził taki układ mebli.
Ja to nie wiem, jak ja wytrzymam, kiedy zrobię sobie ten remont i już będzie tak, że nic nie zmienię.
Chyba po roku zwariuję i stanę na głowie, zjem berło i zacznę kicać, jak biały króliczek na łące przez trawę zieloną będę umykać.
No nic, tak naprawdę niewiele się zmieni. Może wreszcie ktoś uzna mnie za chorą psychicznie i będzie fajnie.

I zaraz, po przemeblowaniu, dodam nowe ocenialnie by mnie oceniły. Mam w linkach pięć, oceniły mnie dwie, pozostałe generalnie ostatnio dość rzadko uaktualniają swoje oceny, szczególnie sss. Do nich i di rygorystycznych zgłosiłam się wszak na samym początku działalności bloga, gdzieś w marcu, a teraz to zaraz będzie rok mojej działalności pod tym adresem. Bloga, na którym piszę właśnie 75 notkę, młodym nazwać nie mogę.

Ilidanka

Robiła babcia na drutach

Z dnia 2 grudnia 2010 (czwartek); dodane o 16:22

przejechał tramwaj i spadła

Przyszła zima, nie wiadomo kiedy nasypało się pół metra śniegu, okres świąteczny można oficjalnie uznać otwartym już od niedzieli, wszystko piękne jest, nic tylko się cieszyć i radować.

No, czemu się nie radujemy?

A no, może i bym się radowała, gdyby nie fakty, że we własnym domu muszę chodzić w rękawiczkach i generalnie marznąć, że nie mam kasy i że generalnie widzę swoją przyszłość jak zawsze - czyli masakra, nic się nie potrafię zmienić.
I ostatnio ciągle stoję przed bardzo trudnym egzystencjalnym problemem i to bynajmniej nie "jak zjeść ciasteczko i mieć ciasteczko" tylko "jak zjeść ciasteczko i nie nabrać wcale tłuszczu, jakby się go nie zjadło". Normalnie wymiękam, nie umiem się już powstrzymywać, a to tydzień diety i tylko jeden kilogram mniej ;/ No, maskara, mówię.

Oczywiście, wszystkie moje problemy, łącznie z jutrzejszą kartkówką z francuskiego byłyby nic nie warte, gdyby w moim życiu pojawił się, spadł z sufitu czy nie wiem co, jakiś zajebisty facet. A najlepiej to bym się w ogóle przeniosła do świata Bleacha, chociaż ostatnio tak się z bleachem zapóźniłam, że sama nie wiem, czy to aby dobry pomysł. Zresztą... Ech masakra. Mówiąc szczerze to sama tracę powoli jakąkolwiek nadzieję na coś dobrego.
Może powinnam się po prostu zabić, byłoby łatwiej.
Ale nie, nie, ja tam będę pijawkować, pasożytniczo wciąż utrzymują w sobie jakąś iskierkę nadziei, nadziei na cokolwiek co przyjdzie skądkolwiek po to tylko by odmienić mój los - los jednej z naprawdę nędznych duchowo istot, nie potrafiących zmienić się ani o jotę.
Marnie, panowie, marnie z nami.
Mam strasznie małą radość życia. Wędrówka przez różne motywy, spotkania z różnymi ludźmi za każdym razem zostawiających we mnie cząstkę siebie, uczyniło mnie bardzo pokręconym i powyginanym psychicznie człowiekiem. Każdy fragment jest inny i nie pasuje do całości. Ktoś złożył puzzle, lecz każdy kawałek pochodzi z innej układanki. To wszystko sprawia, że nie bardzo istnieje tutaj społeczność, środowisko do którego bym pasowała.
Lecz ciągle czekam, tak użalając się nad sobą, że ktoś zapewni "wcale nie!". Powie, że jestem piękna, złapie za rękę i poprowadzi w grupę ludzi gdzie wreszcie odnajdę spokój. I prawdziwą, wieczną miłość.
Nic nie wskazuje by miało się to kiedyś urzeczywistnić, więc zostaje mi płakać i płakać.

Powiedziano "każda potwora znajdzie swojego amatora". Prawda. Tylko nikt nie powiedział "każda potwora znajdzie amatora, którego pokocha". Niby drobny szczegół, prawda? A jednak istotny.

Na razie uczę się robić na drutach ale idzie mi to gorzej jak marnie. Jak ze wszystkim.
Byłby to cud, gdyby szło w porządku.
Ilidanka

Przyjaciele


...są daleko.

Ilidanna

Uwierzyła

W zapiski

Świata



Garść Wspomnień


2010
styczeń (1)
marzec (5)
kwiecień (16)
maj (11)
czerwiec (9)
lipiec (8)
sierpien (9)
wrzesień (4)
październik (6)
listopad (4)
grudzień (4)

2011
styczeń (8)
luty (1)
marzec (2)
kwiecień (5)
maj (12)
czerwiec (12)
lipiec (15)
sierpien (6)
wrzesień (7)
październik (8)
listopad (5)
grudzień (5)

2012
styczeń (3)
luty (2)
marzec (1)
kwiecień (5)
maj (5)


Szablon


Wykonała Shiro.
Więcej takich cudeniek tylko w Pracowni.