Gdybym miała silną wolę...
Gdybym miała silną wolę...
Gdybym miała silną wolę...
Co tu dużo mówić. Byłabym idealna.
Naprawdę! Miałabym wolę do ćwiczeń, nauki i odchudzania.
A to uczyniłoby mnie kimś... kimś.... kimś kim tak pragnę być: szczupłą, waleczną panną wprost do jakiegoś fight-anime. Na przykład Bleacha (
♥).
Problem leży w tym, że z moją silną wolą jest nie najlepiej, prawdopodobnie jest na wiecznych wakacjach w Tunezji, Japonii, na Majorce albo i jeszcze dalej. Leży sobie na leżaku, popija drinki, uczy się pływać, konwersuje z ludźmi, uczy się nowych rzeczy i pisze książkę.
O mnie nie myśli, bo przecież wysłałaby mi chociaż pocztówkę.
Ta notka jest bezsensu, bowiem i moje myśli są bez sensu po tych dwóch kawałach tortu czekoladowego, dwóch czekoladkach z orzechami, cukierku kokosowym i mandarynkach. Ja piszę to co myślę. Nie powstrzymuję się przed żadnym zdaniem. To co akurat w chwili pisania notki pomyślę, to właśnie zapiszę.
Gdyby istnieli ludzie, który naprawdę chcieli mnie poznać, mieliby pięknie wyłożone - kim jest, jakie ma poglądy i pragnienia.
Ach, jakież by to było cudowne, gdyby ktoś chciał mnie poznać!
Oczywiście, marzenia. Sama bym nie chciała się poznać, sama za bardzo siebie nie lubię, więc jak mogłabym wierzyć w to, że nagle zza rogu wyjdzie ktoś, spojrzy na mnie i powie "słuchaj, wydajesz się być fajna, chcę cię poznać"?
Zresztą ja mało z domu wychodzę, nie mam gdzie i z kim iść, więc nawet za bardzo nie ma tych rogów, zza których ktoś wyjść by mógł.
Marnie ze mną, oj marnie.
Powtarzam to jednak na tym blogu tak często, że chyba już mi samej się to znudziło.
Co jednak mogę powiedzieć? Jestem beznadziejna, mam to w myśli zawsze i wszędzie, jestem głupia i wewnętrznie nieszczęśliwa, i ciężko mi myśleć o czymś innym. Prócz tego w głowie mam całą masę historyjek, ale ich nie opowiem. Nie opowiem ich bowiem, nie umiem obrazów, uczuć, dotyku i ludzi zamienić w słowa.
Kiedy napiszę "dotknął jego bladej skóry" może i będzie to zgodne z prawdą, ale jednak wciąż będzie dalekie od tego co mam w głowie. Od dotyku, pocałunku, spojrzenia, prawie że fizycznego odczucia, które mi się roi.
W ogóle zawsze wszystko jest takie dalekie.
Na
Biernackiej mam zresztą kilka zapisków historyjkowych i to ukazuje wszystko.
Mam całkiem - całkiem wyobraźnię, niemal przeżywam opisywane zdarzenia, lecz nijak ich w słowa ująć nie mogę.
Zresztą, nie inaczej jest z tym pamiętnikiem.
I w sumie, to sobie chyba zaraz zrobię małe przemeblowanie, bo już mi się znudził taki układ mebli.
Ja to nie wiem, jak ja wytrzymam, kiedy zrobię sobie ten remont i już będzie tak, że nic nie zmienię.
Chyba po roku
zwariuję i stanę na głowie, zjem berło i zacznę kicać, jak biały króliczek na łące przez trawę zieloną będę umykać.
No nic, tak naprawdę niewiele się zmieni. Może wreszcie ktoś uzna mnie za chorą psychicznie i będzie fajnie.
I zaraz, po przemeblowaniu, dodam nowe ocenialnie by mnie oceniły. Mam w linkach pięć, oceniły mnie dwie, pozostałe generalnie ostatnio dość rzadko uaktualniają swoje oceny, szczególnie sss. Do nich i di rygorystycznych zgłosiłam się wszak na samym początku działalności bloga, gdzieś w marcu, a teraz to zaraz będzie rok mojej działalności pod tym adresem. Bloga, na którym piszę właśnie 75 notkę, młodym nazwać nie mogę.