Przeczę sama swojemu bytowi

Z dnia 10 lutego 2012 (piątek); dodane o 05:15

Może godzina czwarta to czas dziwny na pisanie bloga, szczególnie wśród tygodnia, szczególnie gdy wymaga to siedzenia przy biurku w zupełnie innym pokoju niż ten, w którym sypiasz.
Nie mogłam jakoś spać (znaczy mogłam, między godziną ok. 21 a ok. wpół do pierwszej), słuchałam sobie radia próbując zasnąć. To że teraz jestem tutaj zawdzięczam ludziom z radia zet - puszczali powtórki starych programów i o trzeciej w nocy puścili taką o śmierci Kennedy'ego. Z wieloma drastycznymi szczegółami. Leżysz sobie w ciemności a te wszytskie makabryczne obrazy żywo przebiegają ci w głowie. Pozdrawiam, stwierdziłam że nie ma szans bym jeszcze zasnęła. Pstryknęłam światło i przybyłam tutaj, przed komputer.

To takie okoliczności przybycia, ale o czym by tu opowiedzieć jak przybyłam? Przed okropną audycją miałam wiele pomysłów na rzeczy do opisania, lecz teraz mój mózg jakoś uporczywie krąży wokół programu. Dla kontrastu mój brzuch jest zwyczajnie głodny, ale nie będę łazić po nocy na dół, nie ma bata.

No i tak dumam i dumam co rzec bym mogła, przyznam się że zaraz po obudzeniu mój wcześniejszy skrajny dół zniknął na rzecz spokoju jakiegoś takiego pogodzenia z losem. Pogodzenia z tym losem czarownicy zamkniętej we własnej swojej głowie, a może wiary że nie jest wcale aż tak źle, że wszystko jest inaczej.

Cóż, może powiem wam o pewnym wniosku mym. Zauważyłam, że moje wpisy to wpisy niezwykle twarde, bez krztyny marzycielskiej nuty. Marzycielki używają wielu wielokropków, przenośni i kwiecistych porównań, zostawiają wiele w sferze domysłu, nie kończą, dzielą wypowiedzi na wiele linijek, ich wpisy są niedosłowną poezją, melodię muzyczną mają. A ja? Cóż, proste zdania, w których gubię się i tak, twarde i często bezpośrednie jak komunikat na stacji. Notka niemalże z punktu A do punktu B, drogą może niepewną, lecz prawdziwą, bez poetyckości żadnej, jak notki kogoś kto twardo stąpa po ziemi. Ciekawe jak na kogoś kto od lat odrzuca świat i zamyka się w swojej głowie, a teraz postanawia robić to dalej, zupełnie tego świadom.
Jakbym przeczyła sama sobie, swojej ulotnej, niezrozumiałej naturze, swojemu humanistycznemu wyborowi, a nawet całemu braku logiki w moim zachowaniu.

No, to wydumałam. Wydumałam niestety krótko i wstęp sam do tego jest dłuższy, ale trudno.
Zbliżamy się do spektaklu poranka. Będzie cudowny zapewne, kiedy nie będę taka zaspana będę mogła docenić całą dziwność tego teatru. Albo siedzieć i pić w spokoju kawę, bo bez słodkiej kawy to za tą bezsenną noc przyjdzie mi w szkole słono zapłacić.

(o czwartej zaczynałam, lecz potem zajęłam się czymś innym :P)
Ilidanka

Przyjaciele


...są daleko.

Ilidanna

Uwierzyła

W zapiski

Świata



Garść Wspomnień


2010
styczeń (1)
marzec (5)
kwiecień (16)
maj (11)
czerwiec (9)
lipiec (8)
sierpien (9)
wrzesień (4)
październik (6)
listopad (4)
grudzień (4)

2011
styczeń (8)
luty (1)
marzec (2)
kwiecień (5)
maj (12)
czerwiec (12)
lipiec (15)
sierpien (6)
wrzesień (7)
październik (8)
listopad (5)
grudzień (5)

2012
styczeń (3)
luty (2)


Oprawa


Wykonała Shiro.
Więcej takich cudeniek tylko w Pracowni.
CSS - Scarlett